WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Co to za pomysł?!

Wysiadamy z synem z wagonu linii U6 na stacji Friedrichstrasse. Jak zawsze w tym miejscu tłum ludzi. Przed oczyma miga mi szczupła sylwetka młodego marynarza z krótką blond fryzurką. Na plecach taszczy mocno wypchany wielki, klasyczny marynarski wór, a w ręku ściska czapkę. Zdało mi się przez chwilę, że na wstążce wokół czapki zauważyłem złote litery układające się w znaną mi nazwę okrętu. Przyspieszyłem więc kroku na peronie by dopędzić marynarza i się upewnić. Nagle stało się dla mnie ważne by sprawdzić, czy na czapce faktycznie jest ta nazwa, która mi się zdała, nazwa, którą zna każdy Polak. Nazwa, która chyba wciąż niepokoi wielu z nas. Mnie tak.

 

Marynarz był wysoki i stawiał naprawdę duże, zamaszyste kroki. Najwyraźniej się spieszył.  Jak wszyscy na Friedrichstrasse. Mimo, że mocno zwiększyłem tempo marszu, ku zdumieniu syna, któremu nie miałem czasu tłumaczyć nagłego pośpiechu, marynarza nie dopędziliśmy. Zbliżyliśmy się do niego jednak wystarczająco blisko bym z całkowitą pewnością odczytał napis na czapce: F 216 Schleswig-Holstein. Właśnie tak!

 

Kiedym już przeczytał co chciałem przeczytać, dość gwałtownie się zatrzymałem stanąwszy pod ścianą by nie tarasować ruchu. Nie mogłem uwierzyć. Naprawdę Niemcy nadali współczesnemu okrętowi wojennemu, fregacie, jak domniemałem ze skrótu F,  taką właśnie nazwę?! Nikt w dowództwie nie pomyślał, nie zastanowił się, co idzie za tą nazwą?!

 

– Co jest, tato?- Coś się stało? – usłyszałem od syna. Poszliśmy na ciastko i kawę bym mógł mu w spokoju wytłumaczyć, co się stało i podzielić się myślami. Oczywiście i mój piętnastoletni syn znał nazwę okrętu i wiedział z czym ją powiązać. I też się dziwił, że Niemcy tak nazwali okręt. Choć odniosłem wrażenie, że zdziwienie syna było zdecydowanie mniejsze niż moje.

 

Po powrocie do domu rzuciłem się do sieci sprawdzać fakty. I faktycznie już w 1964 r. dowództwo zachodnioniemieckiej marynarki wojennej sięgnęło po nazwę „Schleswig-Holstein”. Ochrzcili tak niszczyciel klasy „Hamburg”, który pozostawał w służbie do 1994 r. A już w następnym roku nazwa przeszła na nowozwodowaną fregatę rakietową klasy „Brandenburg”, która do dziś pływa po morzach i oceanach nosząc na burcie oznaczenie kodowe F 216. Czym prędzej uzupełniłem o te informacje polskie wikipediowe hasło dotyczące „Schleswiga-Holsteina”.

 

No i teraz sobie wyobraźcie jak w sierpniu, dajmy na to 2019 r., do portu gdańskiego wpływa z kurtuazyjną wizytą okręt niemieckiej marynarki wojennej „Schleswig-Holstein”. Czy tylko ja odbieram to jako jakąś taką niezręczność (co najmniej)? Cóż z tego, że okręt ten uczestniczy w NATOwskich operacjach, że służy w ramach ONZtowskich misji zwalczających piractwo w rejonie Afryki Wschodniej. Choć nigdy ich nie usłyszałem, mnie wciąż brzmią w głowie salwy ze „Schleswiga-Holsteina”. Te wystrzelone w kierunku Westerplatte. I te następne, wystrzeliwane z karabinów przez kolejne pięć lat. Także przez plutony egzekucyjne i rozmaite Sondern-Kommanda.

 

Dla zilustrowania wpisu, w swojej kolekcji przedwojennych pocztówek dość szybko odnalazłem tę, z pierwszym „Schleswigiem-Holsteinem”. Uzupełnieniem jest zaś fotografia współczesnego „Schleswiga-Holsteina” uzyskana ze zbiorów użytkownika BAZLAN ze strony: http://screen-wallpapers.com/wallpapers/view/3984

 

 

„Schleswig-Holstein” z pocztówki przedwojennej w moich zbiorach. Stępkę pod ten okręt położono dokładnie 110 lat temu…

 

 

 

Współczesny „Schleswig-Holstein”, który wszedł do służby dokładnie 20 lat temu…

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?