WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Czemu bez katalogu?!

W Muzeum Miasta Gdyni nie traciłem czasu na oglądanie ekspozycji stałej, która już mi sie cokolwiek opatrzyła, tylko od razu skierowałem się do przyziemia gdzie eksponowano interesującą mnie wystawę. Dowiedziałem się o niej dość przypadkowo i to na krótko przed zakończeniem – ma wisieć jeszcze tylko do końca maja 2014 r. Znajomy napomknął przy okazji rozmowy telefonicznej o zupełnie innych sprawach, że ”zdaje się w Gdyni, coś o fotografii wisi w muzeum – byłeś?” Wypytywany na okoliczność wystawy, żadnych detali podać nie umiał. Zaglądnąłem wiec na stronę internetową muzeum. I faktycznie – jest  wystawa fotograficzna.

 

„Leon Barszczewski. XIX-wieczny fotograf i podróżnik” – tak nazwano wystawę.  Niewiele znam polskich zdjęć z XIX wieku, które byłyby zrobione na południowych krańcach rosyjskiego imperium. O Barszczewskim w ogóle nie słyszałem, więc  do muzeum wybrać się musiałem.

 

Spędziłem na wystawie zdjęć Barszczewskiego jakieś półtorej godziny. Zupełnie samiuteńki, nie licząc pani pilnującej. To sporo czasu jak na wystawę fotograficzną, bo zwykle tracę wrażliwość na zdjęcia już po 30-40 minutach oglądania. Tu jednak było inaczej, bo raz, że zdjęcia naprawdę ładne, to jeszcze dość różnorodne, a przede wszystkim ciekawe. Bo przecież okolice XIX-wiecznego Uzbekistanu to, jak dla mnie, egzotyka. Różnorodności zdjęć sprzyjała zaś rozległość zainteresowań autora. Co prawda Barszczewski trafił w okolice Samarkandy jako rosyjski oficer służb topograficznych, więc sporo w jego kolekcji zdjęć pejzażowych. Zdjęcia te zostały nawet docenione później na wystawie fotograficznej w Paryżu w 1895, na której Barszczewski za ujęcia azjatyckich lodowców otrzymał złoty medal. Jednak zajmowało go nie tylko ukształtowanie terenu pomocne w kreśleniu map dla wojsk rosyjskich planujących kolejne podboje w kierunku afgańsko-irańskim.

 

Facet interesował się wszystkim! No wypisz wymaluj, dziewiętnastowieczny Kopernik. Niczym Kolberg spisywał legendy i podania autochtonów i opisywał ich zwyczaje. Na fotografiach uwieczniał lokalne stroje i „typy ludzkie”. A fotograficzne portrety jego autorstwa są naprawdę sugestywne. Jak przystało na samozwańczego etnologa pozostawił po sobie spory zbiór ujęć scen rodzajowych. Azjatyckie portrety Barszczewskiego zostały nagrodzone złotym medalem na wystawie fotograficznej w Warszawie w 1901 roku. Na zdjęciach Barszczewskiego widać , że dla pozujących mu ludzi raczej nie był przedstawicielem najeźdźców, ale życzliwym człowiekiem. Przyjaźnił się z wieloma miejscowymi, a w tajemnicą jego relacji  z autochtonami były „dobre słowo i serdeczna prostota”, o których wspomniał w swoich wspomnieniach wydanych w 1910 r.

 

W czasie dwudziestoletniego pobytu w Azji Leon Barszczewski wykonał podobno ok. 3 tysiące zdjęć, jednak spora część szklanych negatywów przepadła wraz z transportującymi je  mułami. Niestety, od czasu do czasu juczne zwierzęta transportujące fotograficzne zdobycze polskiego fotografa spadały w przepaść. Górskie wojaże, a potem także zawieruchy dziejowe przetrwało kilkaset negatywów i papierowych odbitek. Dziś ich dysponentem pozostaje prawnuk fotografa Pan Artur Strojecki. To jego staraniem powstała prezentowana w Gdyni wystawa.

 

Prócz intensywnego fotografowania Barszczewski zdążył jeszcze w Azji założyć rodzinę, spłodzić pięcioro dzieci, przeprowadzić liczne wykopaliska archeologiczne, odkryć parę złóż złota, srebra, diamentów i paru innych, mniej może efektownych, ale równie cennych minerałów. Otworzył nawet kopalnię węgla kamiennego. Dosłużył się też w carskiej armii stopnia pułkownika.

 

Po powrocie z Azji  pod koniec XIX w. skierowany został do Królestwa Polskiego, gdzie dowodził pułkiem piechoty. Zdaje się jednak, że po bucharsko-pamirskich przygodach badawczych, słabo znajdował się w koszarowej karierze. A musiał jeszcze wyruszyć na wojnę japońsko-rosyjską. Po powrocie z niej przeszedł na emeryturę. Wkrótce jednak popełnił samobójstwo, prawdopodobnie w wyniku oskarżenia o defraudację armijnych pieniędzy.

 

Zostały po Leonie Barszczewskim fantastyczne fotografie. Część z nich mogłem zobaczyć na 30 planszach w gdyńskim muzeum. Wystawiono też pamiątki po autorze, w tym stronice rodzinnych albumów fotograficznych. Wychodząc z muzeum byłem pod wrażeniem fotograficznego talentu autora zdjęć, koniecznie więc chciałem kupić powystawowy katalog. Sięgałem już po portfel, lecz mój zapał został szybko ostudzony. Wciśnięto mi w garść czterostronicową ulotkę formatu A5 zawierającą krótki tekst i 4 niewielkie fotografie. Szkoda, że organizatorzy nie pokusili się o wydanie choćby skromnego katalogu. 

 

Ulotka informujaca o wystawie zdjęć Leona Barszczewskiego

 

Leon Barszczewski, Typ z okolic Tałw-War, fotografia z wystawy w Muzeum Miasta Gdyni

 

Leon Barszczewski, Amlakdar – poborca podatkowy, fotografia z wystawy w Muzeum Miasta Gdyni

 

Leon Barszczewski, Przeklęte kobiety, fotografia z wystawy w Muzeum Miasta Gdyni

 

Leon Barszczewski, Mężczyzna polujący z sokołem w rejonie Samarkandy, fotografia z wystawy w Muzeum Miasta Gdyni

 

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?