WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Dobrze się bawiłem 20 września

Sobotni poranek, pobudka o 6.50 i szybkie pakowanie ostatnich klamotów do plecaka. Aaa niech tam, dosypię jeszcze kilka rolek filmu ponad to, co zaplanowałem wcześniej. Godzinę później już rozsiadaliśmy się na pięknym leśnym wrzosowisku niedaleko Białogóry. Kocyk, kosz piknikowy, kawusia z termosu, pyszne paszteciki od Pani Irenki i czekoladowe muffiny na deser. Tak zaczął się fantastyczny dzień. Spędziłem go z rodziną Ali robiąc im zdjęcia. Nie planowaliśmy niczego specjalnie, po prostu wyjechaliśmy na rodzinną wycieczkę do lasu. Miała trwać dwie, może trzy godziny. Przeciągnęło się do dziewiętnastej, bo chyba wszyscy się dobrze bawili. Ja na pewno.

 

Pięć lat temu Alę i jej świeżo upieczonego męża fotografował ich dobry znajomy.  No a po pięciu latach Ala wymyśliła sobie, że chciałaby wrócić w to samo miejsce raz jeszcze. Znów z mężem. I znów ze znajomym fotografem. Tamtego sprzed pięciu lat już nie dało się zaangażować, a mnie Ala zna już chyba ze sześć lat. Też się więc nadawałem.

 

Bardzo miło mi było, że Ala chciała bym to właśnie ja zrobił te zdjęcia. Ba, nawet płacić chciała! Jak zawsze w takich razach, przyjęcia kasy odmówiłem. Nie biorę pieniędzy od koleżeństwa i już! Ale też namawiałem by może wzięli ze sobą kogoś, kto ich cyfrowo sfotografuje, bo to i szybciej efekt końcowy będzie, no i taniej wyjdzie. Bo ja to tylko na filmach i temu podobnych robię zdjęcia. Ala nie dała się przekonać, nawet argument finansowy niczego nie zmienił. Nie zraziło jej nawet to, że na zdjęcia będzie musiała poczekać długo, bo ja strasznie zapracowany jestem, więc zanim się zabiorę za wywoływanie filmów, to i miesiąc może minąć. Okazało się, że i to nie szkodzi.

 

Pięć lat wcześniej na zdjęciach Ali były tylko dwie osoby, teraz już cztery. Pojawili się bowiem na świecie czteroletni Franek i trzyletni Jaś. Fajne chłopaki! Starszy trochę początkowo nieufny wobec obiektywu, ale po stoczeniu pojedynku na kabanosy Pan Fotograf szybko stał się wujkiem Krzyśkiem. Młodszy, jakby niczego innego nie robił od urodzenia tylko pozował. Wciąż i na nowo ustawiał się tak by znaleźć się w kadrze. Wachlarz min – baaardzo szeroki.  Po pierwszej godzinie spacerowania lasami i piknikowania wiedziałem już, że raczej przekroczę założony plan co do liczby ujęć. Dosłownie samo się fotografowało. Szczęśliwa i rozbawiona rodzina bardzo dobrze wyglądała w wizjerze.

 

Dużo spacerowaliśmy, trochę gadaliśmy, bawiliśmy się, obaliliśmy flaszkę czerwonego wina, spiliśmy sporo litrów mineralnej i opróżniliśmy do cna koszyk z jadła. Ni razu nie spojrzałem tego dnia na zegarek, a czas pomykał bardzo szybko. Dopiero po zmęczeniu dzieci zorientowaliśmy się, że chyba czas wracać. Szkoda bo dobrze się bawiłem tego pięknego, słonecznego 20 września.

 

Kolorowe negatywy i slajdy wywołam trochę później, a czarno-białe Kodaki T-Maxy 400 i AgfaPhoto APX 100 trafiły do koreksów już po dwóch tygodniach. Maczane były w wywoływaczu Paterson Acu FX-39, a koreksy grzał i kręcił procesor Jobo CPE-2. Na potrzeby komputera zeskanowano wybrane klatki Epsonem V700. Wszystkie zdjęcia wykonano Nikonem F4, Nikonem F401 i Mamiyą 6MF.  Obiektywów było trochę więcej niż trzy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?