WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Drgania i drżenia

Przez parę tygodni żona się skarżyła od czasu do czasu, że nachodzi ją wewnętrzne rozedrganie. Zastrzegła przy tym szybko, że jest to całkiem inne drżenie niż te, które zdążyła poznać zmagając się z takimi trudami życia jak np.: PMS, drżączka po nadmiernym spożyciu kawy, złość na szefową, skok ciśnienia po otwarciu koperty z nowymi rachunkami do zapłacenia, niepokój przed nagłą zmianą pogody, zmęczenie niewyspaniowe i przepracowaniowe. Z taką pewnością w głosie zapewniła mnie, że TO NIE SĄ TE TYPY DRŻENIA, że nie śmiałbym podważać jej opinii. Zaproponowałem więc wizytę u lekarza. Zrobiłem to jednak bez przekonania, bo oboje mamy wyrobione zdanie na temat polskiej służby zdrowia.

Moja żona w końcu nie poszła do lekarza, po prostu przyzwyczajała się do życia z tą nową odmianą drżenia wewnętrznego. Aż tu nagle, dzięki lokalnej telewizji, udało się powiązać dolegliwość mojej żony z pracami firmy Geofizyka Toruń prowadzonymi w okolicach. Na telewizyjnym ekranie pokazano jakieś machiny piekielne jeżdżące po polach i, poprzez mocarne uderzenia w ziemię, generujące drgania gruntu. A wszystko po to, by odkryć gdzie schowane są złoża gazonośnych łupków. A więc to tak! Machinami w moją żonę?!

Po dłuższej chwili drążenia tematu okazało się, że drgania generowane przez machiny są na tyle subtelne, że organizm ludzki nie ma prawa ich wyczuwać. Odbierać je mogą ino specjalne sondy, które rozmieszczono w całym naszym mieście i jego okolicach. Faktycznie, chodząc codziennie tym samym szlakiem na kolej, zauważyłem porozmieszczane po krzakach plastikowe pojemniki. Każdego dnia mijałem osiem takich punktów pomiarowych składających się z dwóch plastikowych pudełek połączonych ze sobą grubszym kablem i zwojami cienkich przewodów porozrzucanymi dookoła. Jeśli okoliczności przyrody na to pozwalały skrzynki były przymocowane stalową linką do jakichś mniej lub bardziej stałych punktów – barierek, słupków, drzewek. I nic dziwnego, bo skrzyneczki ładne i z pewnością mogłyby skusić jakichś zbieraczy.

Szybko przekonałem się, że faktycznie skrzynki kusiły okoliczną ludność nader skutecznie. I nawet stalowe linki okazywały się mizerną przeszkodą dla zainteresowanych. Choć lokalna telewizja nawoływała by zostawić sondy sejsmiczne w spokoju, bo nie ma w nich nic wartościowego dla zwykłych zjadaczy chleba, co krok spotykałem przejawy żywego zainteresowania nimi. Co trzy-cztery dni, średnio, obserwowałem rozbebeszone pojemniki z wyprutym akumulatorkiem i wyposażeniem. Zastępowano je nowymi, a po kilku dniach sytuacja się powtarzała. Telewizja donosiła o schwytaniu kolejnych amatorów sprzętu sejsmologicznego, pragnących dostosować go do potrzeb gospodarstwa domowego. Jeden z pojmanych tłumaczył, że chciał wykorzystać kabel do wykonania przedłużacza elektrycznego, tak niezbędnego w jego domostwie.

Mijając codziennie te zniszczone urządzenia i słuchając telewizyjnych doniesień, ogarniało mnie drżenie. Nie wynikało ono jednak z pracy piekielnych machin, ale z prostej wściekłości na ludzką głupotę. Drżałem ze zdenerwowania, gdy myślałem o złodziejach i wandalach. Żeby choć ich działania były jakoś ideologicznie uzasadnione, bo ja wiem, niechęcią wobec ewentualnej perspektywy eksploatacji łupków. Albo bojaźnią o środowisko naturalne. Żeby przy każdej zniszczonej sondzie zostawiali bilecik z napisem – Ludowy Front Wyzwolenia Kaszub – Oddziały Antyłupkowe. Ale nie, były tylko pocięte linki stalowe, przemocą otwarte skrzynki, wyrwane akumulatory i inne nieznane mi z nazwy elementy elektroniczne, poszarpane przewody, porozrzucana na trawie styropianowa wyściółka amortyzująca.

Raz jednak udało mi się opanować swoje rozedrganie  i skutecznie uwiecznić na filmie fotograficznym jedną z wciąż jeszcze nienaruszonych sond. Przedstawiam ją poniżej. Do wykonania zdjęcia posłużył mi będący właśnie w fazie testów, nowy aparat fotograficzny Kodak Retina IF. Nowy, bo właśnie dostałem go od żony. Nie całkiem jednak nowy, bo wyprodukowany w 1963 r. Wkrótce i o nim zdam relację.

Z ostatniej chwili: sfotografowana sonda nazajutrz została ukradziona, a tydzień później Geofizyka zebrała wszystkie pozostałe,  lub to co z nich pozostało. Drgania minęły, drżenia chyba zostaną jeszcze czas jakiś...

Fotografowano Kodakiem Retina IF, z obiektywem Schneider Xenar 2.8/45 mm, na filmie FujiFilm Superia X-tra 400; skan Epson V700

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?