WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Flektogon z Nikonem i... coś jeszcze pomiędzy

Jak spojrzeć od przodu, to wygląda na najzwyklejszego średnioformatowego Flektogona przepiętego przez przejściówkę z korpusu Pentacona Sixa do Nikona. No owszem, to świetny obiektyw jest, solidnie skonstruowany - sama stal i szkło, ma dobre parametry optyczne, daje kontrastowe obrazy i przyzwoicie pracuje pod światło, ale żeby zaraz montować go do Nikona? A owszem, bo to nie jest zwykły montaż, lecz chytra metalowo-gumowa konstrukcja Toma Widłaka, pozwalająca na dość dowolne wyginanie obiektywu we wszystkich kierunkach. Po co to robić? Ano po to, aby uzyskać zmienioną płaszczyznę ostrości, a właściwie, mocno poszerzyć obszar nieostrości i przesunąć go wedle własnego zamysłu. Fotografując lustrzankami małoobrazkowymi zawsze brakowało mi takich manewrów obiektywem jakie mogę robić Tachiharą. Pewnie, że można kupić do Nikona obiektyw typu tilt-shift, ale ta cena… Można też samemu coś zmajstrować z papy i drutu oraz posiadanego w domu dowolnego obiektywu. Dowolnego byle by krył pole obrazowe większe niż klatka filmu małoobrazkowego czy cyfrowa matryca, bo inaczej przy wyginaniu konstrukcji na obrazie pojawią się ciemne obszary przy krawędziach. A tego przecie nie chcemy. Średnioformatowy Flektogon kryje takie pole, że ho-ho, zatem idealnie nadaje się do przeróbki.

 

 

Samemu nie chciało mi się bawić w konstruowanie freelensowego montażu, bo  z dużą dozą prawdopodobieństwa efekt końcowy miałby wiele znamion prowizorki. Wolałem zlecić robotę sprawdzonemu wykonawcy, czyli wspomnianemu już Tomowi. Uporał się z zagadnieniem w tydzień i wykonał dzieło absolutnie perfekcyjnie. Widać je w całej  okazałości jeśli zerknąć na aparat z boku. Guma w montażu jest naprawdę solidna, nie ugina się pod samym, niemałym przecież, ciężarem Flektogona. Z jednego końca montaż ma przykręcony bagnet Nikona, a z drugiego w solidnych stalowych pierścieniach zespolonych kilkoma śrubami osadzono Flektogona. Wygląda imponująco prawda?

 

 

Do operowania tym cudem trzeba się przyzwyczaić. Na początek, by nie marnować zbyt wielu klatek taśmy filmowej, najlepiej poćwiczyć pracę na aparacie cyfrowym. Ustawianie ostrości sprowadza się do ręcznego ściskania lub rozciągania harmonijkowej gumy. Manewrowanie obszarem nieostrości, zwiększanie, zmniejszanie i przemieszczanie go polega na przechylaniu obiektywu. Zasada jest prosta, gumową tubę z obiektywem trzeba uginać w kierunku obiektu, który ma być ostry. Reszta będzie się rozmywać. Dużo łatwiej operuje się urządzeniem, gdy jest zamontowane w aparacie o dużej i jasnej matówce – ułatwia to ręczne ustawianie ostrości.

 

 

Nauka obsługi gumowego cudaka jest naprawdę przyjemną zabawą, a efekty bywają ciekawe. Montaż skonstruowany przez Toma ma tę zaletę, że dość łatwo można wymienić Flektogona na dowolny inny obiektyw z bagnetem Pentacona Sixa. W najbliższym czasie chcę zamontować na próbę albo enerdowskiego Biometara albo ruską Wołnę. Ta ostatnia prócz rozmyć w efekcie pochylania może dodatkowo wzbogacić obraz o charakterystyczne zawirowanie tła.

 

 

A na razie pierwsze testowe fotki, z podziękowaniami dla Ali za ustawienie się przed obiektywem.

 

 

Tak wygląda na zwykłego Flektogona przypiętego do Nikona F4

 

A tu już konstrukcja w pełnej krasie. Spory i ciężki Nikon F4, gumowo-stalowa przejściówka i pancerny Flektogon.

 

Efekty pierwszych testów opisanego w tekście wynalazka.

 

Efekty pierwszych testów opisanego w tekście wynalazka.

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?