WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Jeden zero dla tych, którym się opłaca

Odwiedził mnie ostatnio znajomy. Ledwo wszedł do domu jego wzrok padł na karton z procesorem do wywoływania filmów (pamiętacie, pisałem o nim tu: http://www.12frames.eu/apps/blog/mój-pierwszy-raz-po-raz-czwarty. Oooo, Jobo sobie kupiłeś? Ale po co Ci on, przecież można oddać filmy do wywołania w laboratorium. Widać nie czytał na blogu o moich zmaganiach z tłustymi paluchami laborantów, ich ignorancją i maszynami rysującymi filmy. Wyjaśniłem więc pokrótce o co chodzi z tym procesorem. A on mi na to – a ja daję filmy do wywołania w Rossmannie i jestem bardzo zadowolony. A ja mu na to – też dałem kilka filmów do wywołania w Rossmannie i byłem bardzo niezadowolony. Z powodów, które już wcześniej omówiłem.

 

Wyszło na to, że albo mamy bardzo różny poziom tolerancji dla niszczycielskiej działalności laboratoriów fotograficznych, albo jakość usług foto świadczonych w Rossmannie znacząco się poprawiła. Kolega zasiał we mnie ziarno wątpliwości, bo pamiętałem z odległej przeszłości, że robił przyzwoite zdjęcia. Kiedy ziarenko wykiełkowało postanowiłem bliżej przyjrzeć się sprawie. W internecie szybko znalazłem dyskusje na temat Rossmannowego wywoływania. Statystycznie rzecz ujmując większość wypowiadających się osób była zadowolona. Czyżby faktycznie aż tak się poprawiło? Pamiętam doskonale swoją złość, gdy jakieś siedem lat temu oglądałem materiały wywołane w lokalnej drogerii na literkę R. Było naprawdę źle. Ale to było dawno. Z sieciowych wypowiedzi wynikało, że teraz sklepy wysyłają diapozytywy do wywołania w Niemczech. Czyżby w tym czynniku należało szukać przyczyn poprawy jakości? Nie uwierzę, póki nie zobaczę.

 

Zaryzykowałem i poszedłem do Rossmanna z trzema rolkami slajdów średnioformatowych. Zapakowałem samoobsługowo w sklepie w papierową kopertę, zaznaczyłem wszystkie niezbędne okienka, wpisałem adres e-mailowy i numer telefonu, a w uwagach napisałem w trzech językach – NIE CIĄĆ. Zostawiłem kopertę na stosownej półeczce i poszedłem. Pani w kasie nie umiała mi powiedzieć kiedy filmy zostaną wywołane i ile będzie kosztowało ich wywołanie. Taka trochę randka w ciemno wyszła z tej wizyty w Rossmannie.

 

Po trzech dniach zadzwoniła do mnie jakaś miła Pani z Kędzierzyna, czy Innego Kutna i poinformowała mnie, ze trzyma właśnie w ręku kopertę z moimi filmami do wywołania. Chciała mnie tylko poinformować, że:

– każdy film należy wkładać do osobnej koperty, tak jak napisano na niej (później sprawdziłem – faktycznie – jest taka informacja), w związku z tym ona przepakuje te moje filmy do osobnych kopert, a przy odbiorze mam je sobie wyszperać w drogerii;

– filmy są cięte niezależnie od tego co napisze zleceniodawca na kopercie, nawet jeśli to zrobi w trzech językach. Ona wpływu na to nie ma, bo filmy są wysyłane do Niemiec.

Próbowałem Pani wytłumaczyć, że zależy mi, żeby nie były cięte, bo w internecie wyczytałem, że są cięte na odcinki czteroklatkowe, a moje koszulki do przechowywania filmów mieszczą jedynie paski trzyklatkowe. No a nie wszystkie slajdy chcę od razu pakować w ramki i oglądać na ścianie. Najpierw je skanuję. by mieć cyfrowe wglądówki. A mój Epson V700, tak się składa, że również przyjmuje trzyklatkowe odcinki filmu średnioformatowego. Nagadałem się, a na końcu usłyszałem i tak: – Są cięte i już!

 

Po miesiącu czekania na zawiadomienie, że filmy są do odebrania (w internecie napisano, że trwa to nawet i miesiąc) zacząłem się niepokoić. Poszedłem więc do Rossmanna. Na półeczce ze zrealizowanymi zamówieniami znalazłem trzy koperty dla mnie. Nie wiadomo jak długo tam czekały! Ani e-maila, ani SMS-a nie dostałem. Poszedłem z kopertami do kasy, zapłaciłem coś koło 53 PLN i szybciutko pobiegłem do domu oglądać efekty niemieckiej pracy.

 

Z Rossmanowej przygody wnioski mam następujące:

– Niemce wywołali slajdy lepiej niż ja zrobiłem to za pierwszymi dwoma razami w moim domowym Jobo CPE2. Widać ichnie maszyny mają lepszą kontrolę nad temperaturą procesu i na jego czasem. Pewno mają też większe doświadczenie. Może różnice między slajdami wywołanymi w domu, a tymi przybyłymi z BRD nie były wstrząsające, ale... niestety były dla mnie zauważalne.

– Niemce nie porysowali filmów – ni hu hu! Nie zostawili też na filmach ani paprochów, ani śladów daktyloskopijnopodobnych, ani żadnych rzeczy, które ich są.

– Szkoda, że nie poinformowano mnie, że slajdy już czekają na odebranie;

– Długo to wszystko trwało, ale po prawdzie nie wiem ile leżały gotowce w sklepie (patrz wyżej);

– Wbrew informacji uzyskanej przez telefon od Pani z Kędzierzyna, cz Koźla  – jest możliwość niepocięcia slajdów. Wystarczy napisać na kopercie – NIE CIĄĆ. Film, który pozostał w oryginalnej kopercie, którą adresowałem osobiście nie został pocięty! Reszta filmów, te które zostały przez uprzejma Panią przepakowane do osobnych kopert pocięto. Ale który z trzech użytych przeze mnie na kopercie języków zadziałał, to nie wiem. Dla pewności podaję – niemiecki, angielski, turecki. Jak się okazało – tną na odcinki trzyklatkowe!

– Cena drogeryjna okazała się konkurencyjna w stosunku do tego, co mogę sam wycisnąć z zestawów Tetenala dostępnych w sprzedaży detalicznej. Litrowy zestaw kosztuje jakieś 160 PLN (plus przesyłka). Większego opakowania nie kupię, bo przecież hurtowo slajdów nie wywołuję, a żal żeby się zmarnował. W Rossmanie zapłaciłem za pocięty film 120 – 9, 95 PLN, za pocięty film 220 – 19,95 PLN, za niepocięty film 220 – 22.95 PLN.

– Folia, w którą Niemce zapakowali filmy jest jakiś kondensatorem ładunków elektrostatycznych. Przyciąga pyły zewsząd. Nie badałem zasięgu jej oddziaływania, ale jest naprawdę duży. Zatem sugestia jest taka, by jak najszybciej przepakować slajdy z niemieckiej folii do najzwyklejszego pergaminu, albo zaramkować.

 

Po podsumowaniu zdaje mi się, że w meczu na przyzwoite i niedrogie wywoływanie slajdów prowadzą Niemcy. Kiedy nazbiera mi się kolejna partia średnioformatowych diapozytywów, poślę je przez lokalny sklepik Rossmanna do Niemiec. Zastanawiam się jak to możliwe, że W Polsce się nie opłaca, a w Niemczech tak?

 

Wywoływać slajdy dobrze i tanio. 

 

 

Przeterminowana o cztery lata Velvia 50 (220) naświetlona w Mamiyi 6MF, a wywołana wysyłkowo przez sklepik Rossmanna. Wszystkie skany z Epsona V700. Wczesnomajowy widok od wschodu na Quarmbeck. Zdjęcie wykonano podczas przemarszu w poszukiwaniu pozostałości strażniczych fortyfikacji wokół Kwedlinburga. Pisałem wcześniej o tym tu: http://www.12frames.eu/apps/blog/dwie-wieże

 

 

 

Przeterminowana o cztery lata Velvia 50 (220) naświetlona w Mamiyi 6MF, a wywołana wysyłkowo przez sklepik Rossmanna. Wczesnomajowy widok od zachodu na Bicklinswarte. Zdjęcie wykonano podczas przemarszu w poszukiwaniu pozostałości strażniczych fortyfikacji wokół Kwedlinburga.

 

 

 

Przeterminowana o cztery lata Velvia 50 (220) naświetlona w Mamiyi 6MF, a wywołana wysyłkowo przez sklepik Rossmanna. Wczesnomajowy widok na północ ze szczytu Bicklinswarte. Zdjęcie wykonano podczas przemarszu w poszukiwaniu pozostałości strażniczych fortyfikacji wokół Kwedlinburga

 

 

 

Przeterminowana o cztery lata Velvia 50 (220) naświetlona w Mamiyi 6MF, a wywołana wysyłkowo przez sklepik Rossmanna. Wczesnomajowy widok na jeden z wielu pni martwych drzew owocowych wzdłóż polnej drogi między Bicklinswarte a Seweckenwarte. Zdjęcie wykonano podczas przemarszu w poszukiwaniu pozostałości strażniczych fortyfikacji wokół Kwedlinburga.

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?