WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Jeszcze raz w bibliotece

Paręnaście dni temu odwiedziłem naszą bibliotekę miejską w celach bynajmniej nie czytelniczych. Niestety mam taką przypadłość, że książki, które chcę przeczytać lubię mieć na własnej półce. A jeśli mi się jakaś nie spodoba, zwykle oddaję ją w prezencie komuś o kim podejrzewam, że jemu mogłaby się spodobać. Ale nie o tym, nie tym…

 

W piątkowy wieczór udałem się do biblioteki na wystawę fotograficzną, a właściwie by spłacić dług wobec koleżeństwa, które organizowało tę wystawę. Koleżeństwo zrzeszone jest w Nadmorskiej Grupie Fotograficznej, a mój dług polegał na tym, że kilkoro z członków grupy wzięło udział w wernisażu mojej własnej  lutowej wystawy. Wtedy obawiałem się dość mocno o frekwencję, a tu proszę koleżeństwo z NGF pojawiło się i to chyba w pięcio- czy nawet sześcioosobowej reprezentacji. Mimo, że frekwencja w lutym, jak się okazało, była nadspodziewanie dobra, i tak miło mi było zobaczyć znajome twarze z NGF na spotkaniu.

 

Kiedy więc to Nadmorska Grupa zorganizowała finisaż swojej wystawy, postanowiłem uczestniczyć w nim całą swoją nadrozmiarową postacią. I cieszę się, że poszedłem, bo jak się okazało, poza grupistami i parą pracowników biblioteki nikt więcej nie przyszedł. Cóż, zawsze wiedziałem, że w Wejherowie zainteresowanie fotografią nie jest oszałamiające. Niskie zainteresowanie mogło dodatkowo zostać spotęgowane, przez fakt, że wystawa ta była już ze dwa miesiące wcześniej w Wejherowie pokazywana, i to w samym sercu miasta, w okazałym gmachu  Wejherowskiego Centrum Kultury. Sądzę więc, że nikt nie przyszedł do biblioteki dlatego, że ci nieliczni, którzy się fotografią interesują już widzieli te zdjęcia. Ja też już widziałem je wcześniej, więc właściwie nie szedłem na wystawę, a na spotkanie.

 

Okazało się ono nader kameralne – obecnych dało się zliczyć na palcach obu rąk. Dzięki temu miało charakter nieformalny. Na zdjęcia tylko okiem rzuciłem, i faktycznie, te same które widziałem wcześniej. Choć było wśród nich  kilka, które przyciągały uwagę, to en mass specjalnie do gustu mi nie przypadły, bo też nie jestem fanem industrialu na fotografii. Industrialu samego w sobie, takiego bez społecznego, przyrodniczego, czy jakiegoś jeszcze kontekstu, raczej nie lubię. Nie bardzo interesują mnie widoki kominów, rur i przepustnic, jeśli w ich fotografiach nie czai się coś więcej. Oczywiście co innego, gdy jest to fotografia taka, jak np. te trzy niżej zaprezentowane, a pochodzące z projektu Tomasza Tomaszewskiego Sugar Town (www.tomasztomaszewski.com/gallery.html). Takie fotografie długo mogę podziwiać.

 

Szczęśliwie, spotkanie z NGF nie stało się oficjalną fetą, lecz serią luźnych pogaduszek z sympatycznymi ludźmi, których działaniom kibicuję od początku. Każda forma rozwijania zainteresowań na prowincji i krzewienia pasji wśród młodych ludzi jest, moim zdaniem godna pochwały. Dlatego sympatyzuję z NGF. Jest w tych ludziach entuzjazm. Co ważne,  nie traktują swojej pasji ze śmiertelną powagą. Fotografowanie daje im radość. I było to widać na spotkaniu z nimi. Ktoś z nich zapytał mnie kiedyś czemu sam nie przystąpię do Grupy. Objaśniłem, że niestety  byłbym martwą duszą w ich Grupie. Nie mam bowiem czasu na uczestnictwo w regularnych spotkaniach i podejmowanych pracach. No i jest jeszcze mój, wrodzony chyba, aspołeczny charakter. Ciężko odnajduję się grupach, nawet jeśli ich członkowie są sympatyczni i dzielą moje pasje. Dlatego nadal kibicuję Nadmorskiej Grupie Fotograficznej z pewnego dystansu.

 

Jako, że w plecaku miałem spakowany Polaroid Automatic 101 Land Camera, rocznik 1964 i to załadowany ładunkiem natychmiastowym FujiFilm FP-3000B, postanowiłem uwiecznić uczestników spotkania. Jako, że było dość ciemno trzeba było użyć lampy. Miałem ze sobą oryginalną polaroidową lampę i kilka żarówek spaleniowych wyprodukowanych przez General Electric w latach 70. XX. Niestety, pierwsza żarówka wydobyła z siebie tylko żałosny syk i malutką iskierkę. Widać pojawiła się gdzieś nieszczelność i przez te wszystkie lata magnezjowa pajęczyna zapakowana w szklanej bańce mocno się utleniła. No i zdjęcie wyszło, tak jak wyszło – ciemne i poruszone,. Mleczne poświaty u góry kadru to efekt działania sufitowych lampek halogenowych. Szczęśliwie druga żarówka była na tyle sprawna by fotografia wyszarpana spomiędzy rolek aparatu, po kilkudziesięciu sekundach wywoływania (było stosunkowo chłodno), okazała się udana. Choć i na niej widać halogenowe przeszkadzajki na twarzy prezesa Nadmorskiej Grupy Fotograficznej.

 

Po finisażu został mi zatem ślad fotograficzny – namacalny. Nie ciąg zer i jedynek, który w niczym nie przypomina obrazu grupy ludzi. Nie plik ważący 5 czy 10 Mb, ale kilkugramowy karteluszek pokryty obrazem. Kilkugramowy, ale dla mnie ważący o wiele więcej. Wklejony do domowego albumu. Gdy elektrownia, burza, lub cokolwiek innego odetnie nam prąd, będę przy świeczkach oglądał z uśmiechem. Ten i inne mu podobne karteluszki. 

 

Fotografia Tomasza Tomaszewskiego z projektu “Sugar Town”; http://www.tomasztomaszewski.com 

 www

 

Fotografia Tomasza Tomaszewskiego z projektu “Sugar Town”; http://www.tomasztomaszewski.com 

 

Fotografia Tomasza Tomaszewskiego z projektu “Sugar Town”; http://www.tomasztomaszewski.com

Efekt zastosowania niepełnosprawnej żarówki spaleniowej M3 zamontowanej w lampie błyskowej Polaroid Flashgun 268. Fotografowano aparatem Polaroid Automatic 101 Land Camera na ładunku FujiFilm FP-3000B

 

Część ekipy Nadmorskiej Grupy Fotograficznej oraz para pracowników Biblioteki Miejskiej w Wejherowie podczas finisażu wystawy. Światło do zdjęcia zapewniła żarówka spaleniowa M3 zamontowana w lampie błyskowej Polaroid Flashgun 268. Fotografowano aparatem Polaroid Automatic 101 Land Camera na ładunku FujiFilm FP-3000B 

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?