WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Kartaginę bym oszczędził

Uważam, że reklamy należałoby zabronić. Czemu tak uważam, to temat na dłuższą opowieść. W skrócie – dlatego, że czuję się wobec niej bezsilny, wolność tracę. Nie mogę przejść ulicą by jej nie widzieć, nie mogę włączyć telewizora by jej nie zobaczyć, to samo z radiem i internetem. Gdybyż, ach gdybyż ktoś wymyślił cudo jakieś, które sprawiałoby, że od mojej woli zależałoby to, czy będę widział/słyszał reklamy lub nie. Świętym bym go ogłosił! Póki co, czuję się nieustannie przez reklamę dotykany. A przecież nie chcę!

 

Dotknęła mnie reklama sklepu. Skakał w niej jakiś chrabąszcz zielony, czy inny pasikonik i udawał, że detektywem jest Chandlerowskim. Choć po prawdzie papierosa nie palił, choć wolna łapka by mu się na to znalazła, a strój jego raczej przypomniał skrzyżowanie gestapowskiego szpicla (kapelutek) i polskiego konspiratora (jesionka). Gadał do dyktafonu i fotografował.

 

No właśnie – fotografował! Czym on, ten detektyw fotografował? Ruskim Zenitem E fotografował, z przykręconym do korpusu standardowym Heliosem pięćdziesięcioośmiomilimetrowym. Pewno jakiś młody człowiek pracujący nad tą reklamą uznał, że taki srebrny, metalowy aparat z czarną kratką nad obiektywem będzie pasował do oldskulowego detektywa. Może i pasuje – nie znam się na detektywach. Przypuszczam jednak, że gdybym miał zrobić to, co robi detektyw chrabąszcz, to raczej zdecydowałbym się na którąś z Praktic, które miały zamontowany pomiar światła przez obiektyw. Niektóre z tych enerdowskich sprzętów też przecie były srebrne i metalowe. Noo ale nie miały takiej ładnej kratki czarnej nad obiektywem. Ciekawym, czy twórca reklamy wie, że ta kratka to element światłomierza? I czy wie, że ten światłomierz nie był w Zenicie E sprzężony z mechanizmem ustawiania czasu naświetlania/otworu przysłony. Fotograf, aby wykonać poprawnie naświetlone zdjęcie, jeśli nie miał w głowie tabeli naświetlań, musiał zerknąć na wskazówkę światłomierza, która nie znajdowała się bynajmniej w wizjerze, lecz w okienku na górnej części korpusu aparatu. Dopiero stamtąd dowiadywał się jakie ma wprowadzić nastawy. No i jeszcze musiał je wprowadzić. Przy pewnej wprawie trwało to krótką chwilkę. A jeśli przewidywało się fotografowanie w miarę niezmiennych warunkach oświetleniowych, to wystarczyło światło zmierzyć raz, a potem już tylko fotografować bez zerkania w światłomierz. Bo przecież negatyw czarno-biały jest dość tolerancyjny na błędy naświetlania. No i pan świerszcz tak się właśnie zachowuje, jakby miał wszystko zmierzone wcześniej, bo światłomierz igonoruje – widać profesjonalista. Co prawda, w którymś momencie zmieniają mu się radykalnie warunki oświetleniowe, bo z ulicy wchodzi do sklepu i tam też fotografuje nadal bez przejmowania się światłomierzem. Noo ale skoro jest profesjonalistą, to światło w sklepie też zmierzył wcześniej. Może nawet przedwczoraj o tej samej porze.

 

Ten obiektyw standardowy… Tu twórcy reklamy poszli szarżą – każą się zachowywać biednemu Heliosowi/Industarowi/Zenitarowi zachowywać jakby był całkiem przyzwoitym teleobiektywem i to zoomem. Tak wynika z tego co detektyw żuk widzi w celowniku Zenita. Raz szerszy plan, raz węższy, a jak chce to i zbliżenie spore da radę zobaczyć. Rozumiem koncepcję, ale to trzeba było do Zenita przykręcić faktycznie jakiś Pentaconowski zoomik, a nie kazać temu świerszczu zwykłym stałoogniskowym Heliosem fotografować! Że to Helios, to domniemuję z kształtów obiektywu i kolorów cyferek metrażowych i przysłonowych naniesionych na obiektyw. Niby taka dbałość o szczegóły, ale na frontowym pierścieniu obiektywu, to już się nie chciało umieścić stosownych napisów, żeby było wiarygodnie… Leniuchy, niechluje, czy nieuki?

 

I jeszcze ta matówka – Matko Bosko Ugandyjsko – przecie żaden Zenit nie miał takich wytrawień na matówce, jak w tej reklamie pokazano! Czyli co, twórca reklamy nie pofatygował się by naprawdę sięgnąć po Zenita? Po prostu ściągnął sobie parę fotek Zenita E z jakiegoś stocka, a że zenitowskiej matówki tam nie znalazł, to dał taką jaka zdała mu się stosowna. Ciężko było znieść to co wcześniej opisałem, a zwłaszcza to matówkowe qui pro quo, ale dałem radę!

 

Na dobre osłabłem przy dźwięku. Na ziemię rzuciły mnie dźwięki wydzielane przez migawkę, lustro i naciąg tego detektywistycznego Zenita E. Migawka w reklamie brzmi jak… właściwie nie wiem, Canon chyba. Zenit to to nie jest – ni hu-hu. Nasłuchałem się w życiu swoim migawek szmaciancy sporo i żadna nie przypominała tego co wciśnięto w reklamie. Lustra, które w Zenitach kłapie metalicznie, w reklamie w ogóle nie słychać! I takoż naciągu migawki sprzężonego z przewijaniem filmu. Też nie słychać, choć pan pasikonik trzaska fotkę za fotką, jakby jakiś winder samorobny miał do aparatu przypięty.

 

Napatrzyłem i nasłuchałem się tedy za wszystkie czasy. I nadal uważam, że reklama powinna zostać zburzona. Każda!

 

Kadr z reklamy sklepu. Zenita da się rozpoznać od razu. Czujniki światłomierza nie do podrobienia, Helios też.

 

 

Kadr z reklamy sklepu. Tu nawet da się przeczytać napis „ZENIT E” na korpusie, a że nie napisany grażdanką tylko alfabetem łacińskim, to pewno egzemplarz eksportowy.

 

 

Kadr z reklamy sklepu. To widział na matówce pan świerszcz. Niby fotografował Zenitem E, ale po matówce, to bym w życiu nie zgadł.

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?