WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Mój pierwszy raz... po raz czwarty

Po mało przyjemnych przygodach z fotograficznymi laboratoriami wywołującymi moje negatywy barwne, odgrażałem się, że w końcu się zdenerwuję i kupię sobie jakiś mały procesorek i sam zacznę wywoływać w procesie C-41. Wspominałem o tym tu: http://www.12frames.eu/apps/blog/dość-tego-drapichrusty

 

No i kupiłem. Stary dość, lecz wciąż w pełni sił, procesor Jobo CPE2. Prócz przygód z filmami porysowanymi przez maszyny przeciągowe pchnęła mnie do tego kroku również pogarszająca się ciągle jakość diapozytywów, które wysyłałem do wywołania na kilka krańców Polski. Kiedy raz, drugi i trzeci dostałem slajdy niedowołane, lub z paskudną purpurową dominantą, prawie się rozpłakałem. I to nie z powodu straty pieniędzy na filmy i ich wywołanie, a bardziej z powodu utraconych (w jakiejś części) zdjęć. Nie żeby to były zaraz jakieś Lindberghi czy Adamsy, ale i zwykłych pamiątkowych landszaftów żal. Zwłaszcza, że Bóg raczy wiedzieć, kiedy, lub czy w ogóle, dane mi będzie raz jeszcze odwiedzić uwiecznione na slajdach miejsca.

 

Procesor przyjechał w najlepszym z możliwych momencie. Po pierwsze dlatego, że właśnie wtedy z powodu kontuzji (o niej tu: http://www.12frames.eu/apps/blog/w-efekcie-kontuzji) siedziałem trzy tygodnie w chałupie. A po drugie dlatego, że nazbierało mi się przez ostatnie miesiące jakieś 12 rolek slajdów czekających cierpliwie na wywołanie. W sam raz tyle by zużyć litr czteroroztworowego zestawu chemikaliów Tetenala do procesu E6. Przybyłą kurierem maszynerię natychmiast odpakowałem, doczyściłem, zalałem wodą, sprawdziłem działanie termostatu i obrotów silnika. Procesor działał jak szwajcarski zegarek.

 

Slajdy wywoływałem już kiedyś, ale kiedy to było, i co to było za wywoływanie? Szkoda gadać! Pierwszy raz zaliczyłem w ciemni zielonogórskiego Domu Harcerza, w roku bodajże 1988. A były to enerdowskie Orwochromy UT, na których zapisałem wiewiórki jakieś, muchomorki i inne żwirki. Wyszły elegancko, ale tylko dlatego, że czasów i temperatur pilnował mi instruktor. Pozostałe razy liczą się jeszcze mniej, bo cała moja aktywność ograniczyła się do umieszczenia filmów maszynie, która wszystko zrobiła sama, a w końcu głośnym popiskiwaniem wezwała mnie do odbioru „dzieła”. I z takim właśnie „doświadczeniem” przystępowałem do wywoływania slajdów.

 

Stresu trochę było, bo to wiadomo, diapozytywy to nie to samo co czarno-białe negatywy, przy których pewna niechlujność pomiaru czasu, czy utrzymywania właściwej temperatury nie powodują dramatycznych zmian w obrazie. Slajdy wymagają utrzymywania temperatury z dokładnością do 0,3 stopnia. Po przebrnięciu przez pierwszy wywoływacz, wywoływacz barwny, wybielacz utrwalający, stabilizator, oraz przedzielające je kąpiele płuczące wyjąłem z koreksu pierwszy film. Okazał się być dość mocno niedowołany. Zatem od nowa – druga rolka. Już lepiej, ale i ten film był trochę niedowołany. Przy trzecim odetchnąłem z ulgą – udało się! Przy kolejnych też było lepiej niż gorzej. A z całą pewnością filmy wyglądały lepiej niż te, które wracały do mnie po wywołaniu od „fachowców”.

 

Wszystkimi wywołanymi tego dnia filmami były przeterminowane o trzy lata Astie, a naświetlałem je Mamiyą 6 MF bez mierzenia światła zewnętrznym światłomierzem. Zdjęcia zrobiłem w Niedzielę Palmową podczas „próby” wejherowskiego misterium pasyjnego. Z tego samego misterium zamieszczałem już czarno-białe fotografie tu:http://www.12frames.eu/apps/blog/choć-data-nie-ta-miejsce-właściwe.  

 

Skanując slajdy na potrzeby notesika kolejny raz przekonałem się jak bardzo  nie lubię tej czynności. I jeszcze, jak bardzo różni się to co widzę przez lupę na podświetlarce, od tego co wychodzi ze skanera. Może to kwestia braku umiejętności, a może używania płaskiego skanera. Nie planuję jednak ani dodatkowej nauki, ani zakupu czegoś lepszego do skanowania. Wolę załadować slajdy do magazynka, odpalić wieczorem projektor, otworzyć butelczynę i siedzieć sobie z żoną do późna. Czego i wam życzę.

 

 

 

Nowy nabytek w ciemni – procesor Jobo CPE 2

 

 

 

 

Film Fujichrome Astia 100F; fotografowano Mamiyą 6MF; skanowano Epsonem V 700

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?