WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Mistrzu Okhamie, schowaj brzytwę ze względów społecznych

Gminny Ośrodek Kultury w Gościcinie zaprezentował niedawno wystawę fotograficzną „Niezła sztuka” autorstwa Sylwii Kanki. Zrealizowano ją dzięki dofinansowaniu z Narodowego Centrum Kultury Sztuka przyznanego w ramach programu Inicjatywa Lokalna 2014. Idąc na wystawę miałem już jakie-takie pojęcie, czego się mogę spodziewać, bowiem przeczytałem zaproszenie zamieszczone na stronie internetowej GOKu. Miałem oglądać fotografie stylizowane na znane obrazy historyczne. Nie spodobał mi się ten pomysł, no jaki jest sens fotografowania scen ustawianych na wzór obrazów malarskich? Noo chyba, że to „ustawianie” je jest cytowaniem obrazu na wprost, a jedynie pewną inspiracją. I to w dodatku przepuszczoną przez bardzo wyrazisty filtr doświadczeń i wrażliwości fotografisty. Jechałem do Gościcina z niewielką nadzieją, że wystawa spełni moje oczekiwania. A to dlatego, że widziałem już wiele prób sięgania po podobny schemat. Zdecydowana większość nadawała się do bezwzględnego ciachnięcia ich brzytwą Okhama. Jaka była szansa, że w Gościcinie spotkam ten właściwy promil wart oglądania?

 

Rzuciłem okiem raz, a potem drugi na zaprezentowane fotografie oraz towarzyszące im malarskie wzorce. Przespacerowałem się kilka raz wzdłuż sztalug ze zdjęciami. I wciąż nie widziałem uzasadnienia dla ich powstania. Wyglądało to tak, jakby autorka chciała bardzo wiernie powtórzyć obrazy, choć oczywiście ze względów logistycznych różnice w detalach są widoczne. Fotograficzne powielanie malarstwa – nie wiem czemu miałoby to służyć. Lepiej niż malarze to zrobić? Dla zabawy, dla żartu? Noo chyba, że tak, ale wówczas fotografie powinny  mieć jakiś rys żartobliwości, ślad poczucia humoru. Nie zauważyłem go jednak w tym, co pokazała Sylwia Kanka.

 

Kiepskim pomysłem było umieszczenie obrazów fotograficznych na paskudnej tkaninie udającej malarskie podobrazie i rozpięcie jej na drewnianych ramach. Te zaś ustawiono na sztalugach. Takie mruganie okiem, że to niby malarstwo jest? Pod każdym tak spreparowanym „obrazem” stała zaś (tu kolejne mrugnięcie okiem?) fotokopia obrazu wzorcowego. Porównanie obu wersji nie pozostawiało wątpliwości co tu jest „niezłą sztuką”. Po fotografiach widać było niestety albo brak warsztatu, albo wyczucia światła, a może po prostu nieświadomość lub zwykłe niechlujstwo. Na pierwszy rzut oka dostrzegało się, że zdjęcia wykonano przeciętnej jakości, dość ciemnym, lub mocno przymkniętym obiektywem. Widzi mi się, że to zoom jakiś był. Zdjęcia wyglądają jakby powstawały przy wykorzystaniu pojedynczego źródła światła błyskowego, z ewentualnym doświetleniem okiennym. Błyskano zapewne systemową lampą zamocowaną w sankach cyfrowej lustrzanki. Dobrze, że autorka przynajmniej skierowała palnik ku sufitowi. Moim zdaniem, w taki sposób nie da się dobrze oddać klimatu malarstwa. Nie ma mowy o światłocieniu, grze kolorów, ginie cała subtelność. Płasko to wyszło. A przecież przez obiektyw też się da…

 

Ciut lepiej wypadły te obrazki, które wykonano w plenerze. Ale też nie całkiem dobrze, bowiem odnoszę wrażenie, że dla fotografującej nieistotna była pora dnia, czytaj charakterystyka światła dziennego. Miałem wrażenie, że dość obojętne było to, jak wysoko jest słońce nad horyzontem, i to czy jest chmurami rozproszone, czy też było rzucane przez słońce mocno operujące.

 

Byłbym wyszedł niezadowolony z wystawy, gdyby nie społeczny jej wymiar. Spodobało mi się to, że autorka z dużą energią angażowała miejscową społeczność w to swoje fotografowanie. Wciągnięcie do działania ludzi, to absolutnie najlepszy element  projektu. Nie wiem, jak to wyglądało w praktyce, ale gdyby to ode mnie zależało, to elementem tego zaangażowania uczyniłbym także proces wspólnego dochodzenia do efektu finalnego.  Jakie obrazy wybrać? Takie, które przemawiają do tych, którzy będą fotografowani, takie, które jakoś się wiążą z ich życiem. Kluczowe pytanie - czemu ten obraz? Rozmowy o obrazach, o malarzach, którzy je tworzyli, o czasach i okolicznościach społecznych w jakich powstawały, byłyby integralną częścią tego projektu. No i wszystko to przepuściłbym jeszcze przez własne emocje. Wtedy prace byłyby wspólne i… z pewnością nie byłyby tak przywiązane do wyjściowych dzieł malarskich. Wszelako, jeśli realizacji zdjęć z wystawy towarzyszył choć cień działań, o których napisałem w tym akapicie, to uważam, że warto było ją zorganizować. Działanie, aktywność, łączenie ludzi, poszukiwania, dzielenie się myślą, otwieranie nowych horyzontów – wszystko to, jest moim zdaniem ważniejsze niż jakość zdjęć.

 

Ale i tak żałuję, że fotografie nie były lepsze…

 

Fotografia z wystawy prac Sylwii Kanki w GOK Gościcino. Autor zdjęcia nieznany, źródło:http://www.nadmorski24.pl/fotogaleria/1776-wernisaz-projektu-fotograficznego-niezla-sztuka-sylwii-kanka.html

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?