WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Może i dobrze, ale żal

Prócz mnie i mojej rodziny mieszka tu ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi. W mieście jest nawet jedna szkoła wyższa. Może i prowincjonalna, ale jest i ma sporo studentów. Studentów jest w mieście naprawdę sporo, bo trójmiejskie zagłębie państwowych i prywatnych uczelni leży bardzo, bardzo blisko. Można powiedzieć zatem, że jest potencjał intelektualny. I wyraża się on zapewne w działalności rozmaitych stowarzyszeń, grup twórczych, zespołów muzycznych, bractw, kół, chórów. Mamy też w naszym powiatowym mieście sporo szkół ponadgimnazjalnych, w których spora grupa nauczycieli wiedzie rzesze uczniów do matury. I większość tę maturę zdaje. I dobrze.

 

Byłbym zapomniał – mamy też Filharmonię Kaszubską. Pojemny, funkcjonalny i ładny architektonicznie jest jej gmach. Przez miasto przetoczyła się onegdaj dyskusja, czy koniecznie trzeba było ją budować, bo kosztowała niemało, nawet jeśli uwzględnić pieniądze dostarczone przez Unię Europejską. Ja byłem zwolennikiem budowy, bo miałem jak najgorsze doświadczenia z poprzedniego budynku. Projekcje filmowe na poziomie objazdowego kina z lat 80, XX wieku, „wystawy” plastyczne na ciemnych i wąskich korytarzykach i w źle oświetlonych salkach przypominających szkolne klasy, kiepskie nagłośnienie występów parateatralnych – kiepsko to znosiłem. W końcu zburzono tę socjalistyczną wielkopłytową paskudę. I dobrze.

 

Rok już minął od otwarcia gmachu Filharmonii Kaszubskiej. W tym czasie odbyło się sporo imprez. Uczestniczyłem we wszystkich, które wpadły mi w oko. Niektóre wypadły naprawdę nieźle, ale było też sporo wpadek. Niepowodzenia składałem na karb braku doświadczenia w organizacji imprez na skalę godną nowego obiektu. Dajże spokój, myślałem, nauczą się przecież. Wszystkiego się nauczą. Z czasem. I nagłaśniać, i oświetlać, i ludzi informować. Robiłem więc, to co do mnie należało, czyli chodziłem na wszystkie interesujące mnie imprezy. A kilka ich było. I dobrze.

 

Całkiem niedawno  ucieszyłem się na widok afisza informującego o tym, że w studyjnej salce kinowej Filharmonii odbędą się projekcje w ramach Planete+ Doc Film Festival. Ucieszyłem się, bo kibicuję dobrej filmowej dokumentalistyce, a dotychczasowych nie zawiodłem się jeszcze na wspomnianym festiwalu. Liczyłem więc, że i w tym roku zobaczę ciekawe  filmy.  Szybciutko więc zarezerwowałem bilety na wszystkie projekcje dla siebie i rodziny, tak by nikt nas nie ubiegł. Spędziliśmy pięć wspaniałych wieczorów filmowych w trzydziestoosobowej przytulnej, klimatyzowanej salce kinowej. Były filmy o fotografii, była fotografia w filmie i były pięknie fotografowane filmy. Były też wzruszenia, dużo interesujących informacji, sporo materiału do przemyślenia, troszkę uśmiechu, szerokie spektrum emocji. Wszystko czego oczekiwałem. I dobrze.

 

I tylko do współmieszkańców powiatowego miasta mam żal o to, że przez pięć dni nikt z pięćdziesięciu tysięcy ludzi mieszkających w naszym mieście nie znalazł dość czasu, ochoty lub pieniędzy (bilety po 14 PLN normalne i 12  PLN ulgowe) by przyjść i zobaczyć choć jeden z prezentowanych filmów.  Nikt! Żaden nauczyciel, żaden student, żaden maturzysta, żaden uczeń, żaden członek stowarzyszenia twórczego, zespołu muzycznego, grupy fotograficznej. Nie było na projekcjach ziemian, fabrykantów, finansistów, artystów, prawników, lekarzy, urzędników, księży, rzemieślników, robotników, chłopów, służby domowej. Ani w piątek, ani w sobotę, ani w niedzielę.

 

I dobrze?

 

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?