WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Ofiara walentynkowych emocji

Dostałem dzień urlopu na 14 lutego by móc na spokojnie podopinać ostatnie sprawy związane z otwarciem wystawy fotograficznej. Nie było ich wiele, więc mogłem ten dzień spędzić niespiesznie. Pogoda dopisała, słoneczko prześwitywało coraz śmielej między szarymi chmurami. Spokojnie zjadłem śniadanie słuchając radia i zaliczając poranny przegląd prasy. Potem powolutku wylazłem z domu by kupić jakieś słodkości i dostarczyć je do biblioteki. Tam miał być bowiem wieczorny wernisaż.

 

Miałem spory kawał drogi do przebycia, ale dzięki temu także było sporo okazji by popatrzyć sobie na ludzi. Lubię tak sobie popatrzyć. Mijałem sporo facetów z pojedynczymi różami i takich, którzy nieśli całe bukiety – wiadomo Walentynki. Było też sporo młodych par – objęci, uśmiechnięci, szczęśliwi. Przeważnie. Spotkałem też dwie pary najwyraźniej będące w sporze. Mimo kwiatów w dłoni padały ostre słowa, a spojrzenia były tak ostre, że można by się nimi golić. Unaocznienie słów napisanych dawno temu przez Wergiliusza – odi et amo – kocham i nienawidzę. Te uniesienia i emocje charakterystyczne dla wieku młodzieńczego i chyba też związków budowanych na niepewnych podstawach, z chwiejnym poziomem wzajemnego zaufania.

 

Wieczorem, już po hucznym wernisażu, (o którym było pisane tu: http://www.12frames.eu/apps/blog/pod-pretekstem-wernisa%C5%BCu ) napiliśmy się z żoną naszego ulubionego wina, włączyliśmy na noc którąś z płyt Winstona i przytuleni zasnęliśmy spokojni i szczęśliwi.

 

Rano pobiegłem na kolej by, jak co dzień, zdążyć do pracy. I prawie się na pociąg spóźniłem, bo na poboczu chodnika znalazłem ofiarę wieczornych lub może nawet nocnych walentynkowych  emocji. Jakoś tak przejmująco wyglądał. Chyba mnie poruszył, bo wyhamowało mnie w miejscu i zacząłem się szamotać z plecakiem by znaleźć i wyjąć aparat fotograficzny. Tym razem miałem ze sobą otrzymanego niedawno w prezencie od żony, a jakże, ślicznego Kodaka Retinę IF. Napiszę o nim wkrótce, bo wart jest wzmianki. Jako, że Retina nie ma własnego dalmierza, szybko zmierzyłem odległość zewnętrznym dalmierzem Telex, a uzyskane wartości przeniosłem na właściwy pierścień obiektywu. Potem ustawiłem parametry naświetlania według  selenowej miarki wbudowanej w obiektyw i nacisnąłem spust migawki. Piękny cichutki dźwięk migawki centralnej dał mi znać, że zdjęcie zostało zrobione. Pobiegłem na kolej szybciej niż zwykle – zdążyłem.

 

A dziś odebrałem z labu (o którym też wkrótce słówko napiszę, choć może nie warto) wywołany film – Fujifilm Superię X-tra 400 i mogę się podzielić fotografią ofiary. I jest to chyba jej jedyne zdjęcie, bo kiedy wracałem z pracy pobocze chodnika było już puste.

Fotografowano Kodakiem Retina IF,z obiektywem Schneider Xenar 2.8/45mm, na filmie Fujifilm Superia X-tra 400; skan Epson V700

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?