WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Zapis zdjęć ostatnich

Ostatnie zdjęcia jakie zrobił David Sieveking swojej mamie nie znalazły się w jego filmie dokumentalnym, o którym pisałem przed ponad rokiem tu: http://wczorajszefotografie.wordpress.com/2013/06/12/nie-zapomnij-mnie/ . Wtedy młody reżyser skupił się na próbach poznania swoich rodziców. Mamy, którą zapamiętał z dzieciństwa jako kobietę niezwykle aktywną, organizującą życie rodzinne i towarzyskie. Ojca, z którym traktowali się wzajemnie jak koledzy, lecz nie było między nimi zażyłości.

 

Pogłębiająca się choroba Alzheimera u matki uzmysłowiła Davidowi, że ma przed sobą ostatnią szansę na bycie z mamą, na zapamiętanie jej. Reportażowy film o niej stał się pretekstem do tego. Jak inaczej mógł pomóc odchodzącej mamie i ojcu, zupełnie pogubionemu w sytuacji w jakiej nagle się znalazł. Przyjechał więc do nich z oddalonego o 600 kilometrów Berlina i filmował. Film wyszedł mu doskonały, ale nie zawierał kompletu obrazów z ostatnich miesięcy życia matki. Syn-reżyser widział bowiem obrazy, których nie chciał pokazywać. Nie zapisał ich ani na materiale światłoczułym, ani na cyfrowej matrycy. Wolał o nich opowiedzieć czarnymi znaczkami stawianymi na białym tle. Napisał książkę.

 

Główne postaci w książce Nie zapomnij mnie są te same co w filmie. Znów spotykamy Davida, jego rodzeństwo, ojca i przede wszystkim mamę, Gretel. Tak jak w filmie, mama cierpi na chorobę Alzheimera,  zapada się w sobie na skutek demencji. Wciąż jeszcze jednak jest.

 

Film skupiał się na próbie poznania własnej matki przez reżysera w ostatnich miesiącach jej świadomości niż w filmie. Książka opowiada i o tym, ale akcent, mam takie wrażenie, jest położony na ostatnim, najostatniejszym okresie życia Gretel. Tych lepszych dni, które wcześniej życiu Gretel pojawiało się, mimo choroby, naprawdę sporo, teraz zostało naprawdę niewiele. W książce, inaczej niż w filmie, autor poznaje lepiej siebie, ojca, siostry. Nagle musi z ojcem, z którym wcześniej  komunikował się właściwie tylko za pośrednictwem mamy, podejmować najważniejsze decyzje w życiu.  Czy zbliżenie do emerytowanego profesora matematyki, hippisującego wolnomyśliciela jest możliwe po latach oddalenia i fizycznego i emocjonalnego? Czy ktoś taki, człowiek ceniący swobodę, może, w obliczu choroby nie dającej żadnych szans na leczenie, poświęcić się opiece nad gasnącą żoną, sprzątaniu, gotowaniu?

 

 W książce David Sieveking znalazł miejsce na wzmianki o przyjaciołach. Tych, którzy w trudnej sytuacji sprawdzili sie, a także  o tych, którzy znikali nie tylko z pamięci Gretel pogrążającej się w demencji, ale także z jej życia.  No i jeszcze niemiecki system opieki zdrowotnej. Jak sie okazuje, ichnia rzeczywistość szpitalna może rozczarowywać. Nie tylko Niemców.

 

David Sieveking jakimś cudem unika emocjonalnej ekshibicji, dzięki czemu czytelnik nie ma wstydliwego wrażenia, że podgląda sytuacje, o których nigdy nie powinien się dowiedzieć. Szczere emocje, te najprostsze, w sposób najprostszy przedstawione. Czytasz, czujesz i sam zadajesz sobie pytania. Co byś zrobił w ich sytuacji? Jak się zachowywać, kiedy staniesz w obliczu nieuleczalnej choroby bliskiej osoby, a w końcu przecież kiedyś zawsze to następuje?  Wszyscy wiemy, albo nam się zdaje, że wiemy, jak żyć, ale co z umieraniem? Wszyscy walczymy o przedłużenie życia naszych bliskich w chorobie, ale co robić, kiedy już nie ma nadziei na ratunek? Podtrzymać życie przez lata? Nawet jeśli to życie jest już raczej wegetacją? A w ostatnim stadium demencji tak właśnie wygląda  życie chorego.  Zanika nie tylko pamięć, ale też podstawowe umiejętności, zdawałoby się odruchowe,  jak jeść i wydalać. Jeśli ciało już nie przyjmuje pokarmu, czy odżywiać je sztucznie w oczekiwaniu na śmierć?  Co z niegojącymi się ranami odleżynowymi? Opowieści marketingowców o skuteczności materacy przeciwodleżynowych David Sieveking  zweryfikował osobiście. No ale przecież nie da się, ot tak, podjąć decyzji o nieratowaniu najbliższej osoby. Racjonalne argumenty to jedno, ale uczucia też mają swoją wagę. I to jaką!

 

No i tak stoisz patrząc na niewyobrażalne cierpienia kobiety, która nie tak dawno  objaśniała ci świat, która robiła najlepszą na świecie zupę, która zawsze stawała po twojej stronie. Tak właśnie stał David Sieveking z siostrami i ojcem,  Malte. Przez szczerość książki stoisz i ty. Tuż za nimi i masz wrażenie, że do ciebie też skierowane jest to samo pytanie formułowane przez kolejnych lekarzy – co robimy?

 

Ta książka, choć pełna uczuć, nie jest, jak powiedział sam reżyser, „listem miłosnym do matki”. Jest rodzinnym dziennikiem cierpienia.

 

 

 

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?