WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Sprawia mi przyjemność

Fotografowanie uroczystości rodzinnych sprawia mi przyjemność. Ale tylko dlatego, że robię to niezwykle rzadko. Chrzciny, komunie, jubileusze, śluby – wszystkie one dość podobne do siebie. Gdybym musiał je ciągle fotografować, szybko wyszłyby mi to bokiem. Jakoś nie wierzę zapewnieniom ślubnych fotografów o ich ciągłej i nieustającej fascynacji uwiecznianiem kilkudziesięciu ożenków rocznie. Może i są gdzieś tacy, którym sprawia przyjemność oglądanie w wizjerze aparatu, co dwa-trzy tygodnie, białych sukien, obrączek, promiennych uśmiechów szczęścia, kieliszków. Tak, wiem, że zmieniają się twarze. I wiem, że trafiają się twarze interesujące. I o emocjach też wiem. Mimo to, uważam, że powtarzalność jest w okolicznościowej fotografii mocno przytłaczająca dla fotografującego. Dlatego nie chciałbym by ten obszar fotografii kiedykolwiek musiał się stać dla mnie sposobem zarobkowania.

 

Fotografowanie uroczystości rodzinnych sprawia mi przyjemność. Ale tylko dlatego, że robię to dla ludzi, których lubię. Moim zdaniem inaczej fotografuje się obcych ludzi, a inaczej osobę, z którą widzi się na co dzień, lub choćby spotyka się co jakiś czas. To ciekawe doświadczenie, oglądać w  wizjerze aparatu tę samą osobę, ale w całkiem innych okolicznościach przyrody. Lubię to.

 

Fotografowanie uroczystości rodzinnych sprawia mi przyjemność. To pewnie także efekt tego, że ci których fotografuję akceptują materiały na których pracuję, a także sposób w jaki to robię. Znają mnie, więc wiedzą, że fotografie będą na filmie i w znacznej większości będą czarno-białe. Jeśli proszą mnie bym ich fotografował, to zdają sobie sprawę, że na efekt końcowy będą musieli długo poczekać.

 

Cieszę się, gdy co jakiś czas przychodzi do mnie ktoś znajomy i pyta czy znajdę czas i ochotę by sfotografować go z najbliższymi. Staram się znajdować. Bo to naprawdę przyjemne patrzeć na uradowanych ludzi. Dotychczas miałem szczęście, wszystkie uroczystości rodzinne, które fotografowałem obchodziły się bez złych emocji, które mógłbym dostrzec w wizjerze. A zwykle są to przecież sytuacje w jakimś stopniu stresujące dla części uczestników. Łatwo na nich o jakąś zapalną iskrę. Może mam szczęście, bo dotychczas nie trafiłem ni razu na nieprzyjemne zgrzyty.

 

Kiedy o fotografowanie rodziny poprosiła mnie Magda od razu wiedziałem, że nie odmówię. Raz, że przez parę ładnych lat z drugiego końca naszego pracowniczego oupenspejsu dobiegał do mnie jej wesoły, a donośny głos. A dwa, że Magda jest fotogeniczna. No i trzy, że chodziło o sfotografowanie dziecka przy okazji chrztu. Lubię fotografować dzieci. Ich twarze są dla mnie zagadką. Oblicza dorosłych świadomie przekazują, to co chcą przekazać ich nosiciele. Są czytelne. Twarze małych dzieci są zupełnie inne.

 

Magda oczywiście zaakceptowała to, że zdjęcia będą na negatywach, że będzie na nich spore ziarno, że poczeka sobie na nie dość długo. No i to, że musi przygotować gotówkę na filmy, bo w domu mi się nie przelewa.

 

A kiedy przyszedł czas fotografowania przyroda zgotowała mi nieprzyjemną niespodziankę – trzydziestoparostopniowy upał. Mimo, że chrzest zaplanowano na godziny przedwieczorne skwar był niewiele słabszy niż w samo południe. Pot zalewał mi oczy, a koszula lepiła się do pleców. Szczęśliwie atmosfera w domu i w kościele była bardzo przyjazna i wyluzowana. Dość kameralne spotkanie rodzinne wokół małej Ani było pełne żartów i śmiechu. Na szczęście dla mnie, nie brakowało w domu wody z lodem. W kościele, sympatyczny, jowialny ksiądz nie chciał nawet oglądać mojego kwitu z kurii upoważniającego do fotografowania w czasie liturgii. Przed mszą tylko dyskretnie kiwnąłem w jego stronę aparatem fotograficznym, a on równie dyskretnie skinął głową i uśmiechnął się.

 

Bohaterka dnia, Ania, była pogodna i bardzo spokojna. Mszę w całości przespała, posiliwszy się nieco przed nią. A rozkrzyczała się jedynie w czasie polewania wodą święconą. A i to tylko na chwilkę. Cudowne dziecko! W mieszkaniu była dość mocno zainteresowana fotografującym ją człowiekiem, więc na wielu zdjęciach widać jej zaciekawione spojrzenie. A potem znów zasnęła. Słodko.

 

Nawet nie zauważyłem kiedy minęły te trzy Kodaki Tmaxy 400 forsowane znacząco wyżej, dwie Portry 800 i jedna Portra 160 dobłyskiwana lampą, bo chwilami było ciemnawo. I już trzeba było wracać do siebie. Z pokaźną paczuszką pełną tortu  i najpyszniejszego sernika domowej roboty jaki w życiu jadłem.

 

Fotografowanie uroczystości rodzinnych sprawia mi przyjemność! A jakże!

 

Ania, jeszcze w domu. Fotografowano Nikonem F4 na Kodaku TMAX 400 naświetlanym jako 800, a wywołanym w Patersonie Acu FX39. Negatyw skanowano na Epsonie V700.

 

Ania, jeszcze w domu, ale już w chrzcielnych szatkach. Fotografowano Nikonem F401 na Kodaku Portra 800, który wywołano w chemii Tetenal Colortec w procesorze Jobo CPE2. Negatyw skanowano na Epsonie V700.

 

Ania, już w drodze do kościoła w objęciach mamy. Apteka Łąkowa jako bohaterka drugiego planu. Fotografowano Nikonem F4 na Kodaku TMAX 400, który wywołano w Patersonie Acu Fx39. Negatyw skanowano na Epsonie V700.

 

W drodze do kościoła trafiła się nam taka redzka parafraza Abbey Road.

 

Już pod kościołem. Rodzice, córki i prababcia.

 

Dziecko ochrzczone, jeszcze pamiątkowy medalik trzeba poświęcić.

 

Ojciec chrzestny Ani i jego druga połowa wyglądali na szczęśliwych.

 

Obowiązkowe zdjęcie rodzinne. Ale nawet przy tak kameralnej imprezie trudno jest się doliczyć wszystkich. Tu zagubił się jeden z dziadków Ani.

 

I obie babcie wyglądały na zadowolone i mama chrzestna. Tylko Ania czujnie wpatrywała się w obiektyw. I to wcale nie wzywana.

 

Już prawie w domu. W drodze powrotnej mamę wyręczała troszkę w noszeniu Ani chrzestna.

 

Chrzestna zajęła się też przebieraniem Ani z oficjalnych ciuchów w te bardziej przyjazne. Oczywiście nie obyło się bez chwili zabawy.

 

Scena ta sama co wyżej, tylko aparat fotograficzny zmieniono.

 

Parę chwil później, przebrana Ania już spała w towarzystwie ulubionej maskotki.

 

Maskotka wyglądała na zadowoloną. Ja, po drugiej stronie obiektywu, też.

 

 

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?