WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

WCZORAJSZE FOTOGRAFIE

To co widać, tam gdzie akurat jestem

Z pozycji trójnoga

Każdego dnia do pracy jeżdżę kolejką. Nic wielkiego – pół godziny w jedną stronę, pół godziny w drugą. Nawet jeśli pociąg jest pełen ludzi, a przecież zawsze jest, to da się jakoś wytrzymać. Nawet jeśli skład nie jest podstawiany w moim miasteczku, lecz jedzie z dłuższej trasy, a do nas przybywa już w sporej części wypełniony, to i tak jakoś się do pracy dojeżdża. Nic wielkiego.

 

Tak myślałem do niedawna. Perspektywa zmieniła mi się, gdy przeszedłem na czwór-, a potem na trójnożność. Kontuzja sprawiła, że przez miesiąc poruszałem się o kulach. I sprawiało mi to problem. Najzwyczajniej w świecie stanie w kolejce sprawiało mi ból. Nie żeby był on jakiś ogromny, ale jednak dolegliwy. A do roboty trzeba jednak jechać. Przez ten czas bardzo brakowało mi fotografowania, choćby zwykłych codziennych pstryków. Dopiero kiedy mogłem porzucić jedną kulę zacząłem znów zabierać ze sobą zabierać aparat. Najpierw miniaturowego Olympusa XA mieszczącego się kieszeni koszuli, a potem nawet Mamiyę 6 ze standardowym obiektywem. Okazało się jednak, że nawet jedna kula jest przeszkodą w swobodnym fotografowaniu. W sumie, przez okulały miesiąc zrobiłem może z pięć zdjęć. Głównie w bezpośrednim otoczeniu kolei, bo noga jednak bolała, a kula jednak przeszkadzała.

 

Część podróżnych kolejki SKM znam z widzenia, przez kilkanaście lat nie da się nie zapamiętać ludzi widywanych codziennie, nawet jeśli, tak jak ja, nie ma się pamięci do twarzy. Ale, że były wakacje, to sporą część podróżnych stanowili turyści, letnicy, wczasowicze. Zastąpili oni uczniów i studentów widywanych przez większą część roku. Teraz, stojąc w przejściu między siedzeniami, widywałem głównie pięknie opalone dziewczęta obłożone kocykami, parawanami i kremami z filtrem UV. Również młodzieńców szczupłych i umięśnionych widywałem, którzy skrywali swe błyszczące niebieskie oczęta z przeciwsłonecznymi okularami marki Raybanx. I one i oni zwykle byli tęsknie wpatrzeni migające za oknami pejzaże wypełnione fascynującą zabudową Gdyni Chyloni, Rumi, Redy, czy Wejherowa Śmiechowa. Czasem w skupieniu wsłuchiwali się w dźwięki płynące z Ipodłów, lub konferowali ze swadą przez bielusieńkie jak kokaina Ifauny. Dzięki temu dowiedziałem się jakie w tym sezonie modne są knajpy, kluby, dyskoteki i drinki. Wzrok mam bystry (dzięki dobrze dobranym szkłom korekcyjnym), dzięki czemu mogłem podróżując ponad czytelnikami magazynów kolorowych nadrobić zaległości w wiedzy z bieżącego życia gwiazd czegoniebądź. Po prawdzie, to trochę byłem skazany na to gazeciane podczytywanie, bo sam książki żadnej wyjąć nie mogłem z plecaka – ręce kulami zajęte miałem. Szczęśliwie czytelniczki pism zwykle były mocno wydekoltowane i wzrok permanentnie uciekał mi z tekstu na opalone niewieście krągłości. Co chwilami działało nawet jakby przeciwbólowo.

 

Razu jednego wracałem z pracy razem z naszą Panią Sprzątaczką. Wcześniej jakoś się nie składało by razem jechać, tym razem tak, bo wyszedłem wyjątkowo o tej samej godzinie co ona. Nie spieszyła się bardzo, więc szła na kolejkę ze mną, cierpliwie znosząc moje dość powolne kicanie. Rozmawialiśmy sobie o tym i o owym i w 2o minut dopełzliśmy do peronu. – Noo kolejka zaraz przyjedzie, to pan usiądziesz – z całkowitą pewnością wyraziła swoje przekonanie Pani Sprzątaczka. – A gdzieżby tam, miejsc wolnych na naszym przystanku już raczej nie będzie – ja jej na to.  – Eee, ale to przecież ktoś panu ustąpi – dalej słyszałem w jej głosie pewność. – Hmm, jeszcze mi się coś takiego nie zdarzyło. – No co Pan? Naprawdę? – Naprawdę.

 

Kiedy kolejka przyjechała, Pani Sprzątaczka tak chytrze manewrowała by postawić okulałego redaktora, czyli mnie, w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca siedzącego nad którym nalepiono znaczek z krzyżykiem. Tłok był spory, ale udało się jej przepchnąć mnie w dokładnie ten punkt przedziału, który sobie upatrzyła. Zestaw czterech siedzisk przy których się znaleźliśmy, w tym, to z krzyżykiem, był zajęty. Spoczywały na nich trzy blondynki, lat, na oko i inne części ciała, ze 22, może 25, oraz przystojny mężczyzna w podobnym wieku, pachnący wodą toaletową Kenzo Jungle lub czymś bardzo podobnym. Nie jechali razem, ale pięknie do siebie pasowali. Śliczni tacy, jak z reklamy atrakcyjnych produktów. Stojąc w odległości kilkudziesięciu centymetrów od nich, myślałem, że  i ja kiedyś byłem piękny i młody. Co myślała stojąca obok mnie 62-letnia Pani Sprzątaczka, tego nie wiem. Nie powiedziała do mnie tego dnia już więcej nic, ponad „dowiedzenia”, przy wysiadaniu. Kiedy ona wysiadła, moją bezpośrednią sąsiadką w staniu przy pięknych istotach została trzydziestolatka w średniozaawansowanej ciąży.  Miała pochyloną głowę, jakby patrzyła na swój brzuszek. Niemal niedostrzegalnie się uśmiechała. Jedną dłonią mocno trzymała się uchwytu dla pasażerów stojących, a drugą złożyła delikatnie na brzuchu. Wyglądała bardzo… fotograficznie. Ja jednak miałem w dłoniach kulę, a nie aparat. Ten spoczywał na moich plecach, na dnie rukzaka.

 

 

Fotografowane Mamiyą 6 MF na filmie Kodak Trix 400; skanowane Epsonem V700

 

 

Statystyki

  • Total posts(50)
  • Total comments(2)

Forgot your password?